Wadi Shab Loop, Ash Sharqiyah, Oman, 19-21 listopada 2015

Znacie to uczucie kiedy schodzi się z łódki na nie-chwiejący się ląd po wielu godzinach pływania? Albo z roweru po wielu godzinach jeżdżenia? Ta chwilowa utrata koordynacji przez nagłą zmianę warunków i trzęsące się nogi…
Tak się czułam, kiedy po piątej godzinie przedzierania się przez skały w omańskich górach, ustawiania każdej poszczególnej kończyny pod wszystkimi możliwymi kątami przy praktycznie każdym kroku, stanęliśmy na chwilę na całkowicie prostym fragmencie betonowego kanału, dostarczającego wodę do okolicznych osad. Ale to było tylko kilka kroków, przed nami była jeszcze długa droga (nie wiadomo jak długa, bo koncepcja czasu dla lokalnego przewodnika była zupełnie inna niż dla nas), skały znowu zaczęły się zagęszczać, a my musieliśmy biec żeby zdążyć na powrotny samolot…
Całe szczęście, że większość grupy zrezygnowała z przeprawy tego dnia, po piątkowym dziesięciogodzinnym hike’u, kiedy nieplanowanie znaleźliśmy się w górach po zmierzchu na wąskim szlaku prowadzącym brzegiem klifu.
W sobotę zostałyśmy tylko w 5 dziewczyn: Elen, Katka, Marion, Ana i ja plus dwóch przewodników (jeden mówił po angielsku, drugi nie). Po tych pięciu godzinach, Katkę kolano bolało już tak bardzo że ledwo szła, a Ana generalnie poszła z nami tylko dlatego, że bardziej niż gór bała się jazdy przez góry na pick-upie z 16-letnim Omańczykiem. W pewnym momencie, gdy doszliśmy do “basenu”, gdzie wody było znacznie więcej niż przewodnicy przewidywali i w żaden sposób nie dało się tego obejść, okazało się, że Ana nie umie pływać i w sumie to boi się głębokiej wody. Chyba tylko kilka razy w życiu bałam się tak bardzo, jak przez te milisekundy kiedy holowałam Anę, a ona przestraszona, że straciła grunt pod nogami, złapała się mnie kurczowo i obie zaczęłyśmy się topić.

c.d.n.

IMG_5887
Moje super buty podejściowe Salewy (MOUNTAIN TRAINER NE – MYRTLE/NUGGET GOLD) – po tych kilku wycieczkach, a szczególnie ostatniej mogę powiedzieć, że są EKSTRA – chronią stopy na skałach, dopóki woda nie wleje się do środka stopy są suche, nawet po przejściu przez strumień; po wielu godzinach treku nie mam żadnych odcisków, dzięki podeszwie (twardość B) mogę spokojnie stawać na ostrych krawędziach i skakać ze skały na skałę, bo również dzięki tej podeszwie (Vibram® Alpine Approach) przyczepność była na tyle dobra, że nie musiałam się obawiać zsunięcia (inaczej niezliczoną już ilość razy wylądowałabym na dole jakiejś dziury co najmniej 10 m niżej lub zaklinowana między skałami). Cieszę się też, że są krótkie, bo pełna ruchomość kostki odciąża kolana od tych wszystkich skrętów, kiedy szlak składa się głównie ze skał i kamieni pod różnymi kątami. (http://8a.pl/buty-podejsciowe-salewa-mountain-trainer-ne-reef-terracotta.html)

To ja mam super buty…

IMG_5844
… a teraz nasz przewodnik, Salem, który całą trasę (a nawet 2 razy więcej, bo biegał między całą grupą) zrobił w klapkach i spódnicy, którą czasami trochę podnosił jak przeskakiwał kilkumetrowe odległości między skałami lub klifami, albo jak biegał w tempie kozicy górskiej.
IMG_5855
A tutaj nasz drugi przewodnik, Hussain (ten, który mówił po angielsku), który drugiego dnia, kiedy szliśmy przez Wadi z ostrymi skałami i kamieniami, w pewnym momencie stwierdził, że niewygodnie mu w jego adidasach i zaczął iść na boso (niestety, nie mam lepszego zdjęcia, bo nie było czasu ich robić ze względu na tempo jakie narzuciliśmy, żeby zdążyć).
Advertisements

2 Comments Add yours

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s