Isfahan, Iran, 5 marca

W Iranie wszystko jest piękne. Ogromny market na placu Imama w Isfahanie (drugim największym rynku na świecie, po Tian’anman, jak powiedział nam przewodnik), na którym teraz sprzedaje się wszystkie te turystyczne pamiątki. W każdym innym miejscu byłby zwykłym bazarem z masą badziewia. Tutaj prawie każdy sklepik miał coś pięknego, wykonanego ręcznie, w Iranie, a nie w Indiach czy Chinach. To, co podobało mi się najbardziej, to dbałość o szczegóły. Pięknie pomalowane kafelki, wyszywane lub stemplowane materiały, inkrustowana biżuteria, dzbany, talerze… I mnóstwo innych ładnych przedmiotów.

Nie jestem wielką fanką takich wielkich skupisk sklepowych, gdzie każdy chciałby mi coś wcisnąć i choć w Iranie miłym zaskoczeniem był prawie kompletny brak natręctwa, to i tak po kilku sklepikach nie chciało mi się wchodzić do kolejnych. Odwiedziliśmy ten plac Imama 2 razy – w czwartek zaraz po przyjeździe i w sobotę, na tzw. „właściwe zakupy”. Po godzinie łażenia wylądowałam dokładnie w tym samym miejscu, które znalazłam w czwartek – niewielkim sklepiku z inkrustowanymi przedmiotami z metalu – skrzyneczki, dzbany, talerze, trochę biżuterii. Najpiękniejsze ze wszystkich, które widziałam. Najbardziej dokładne, najładniej zrobione i unikalne. Poza tym bardzo dobrze się tam czułam, panowie (jeden był ‘wykonawcą’, drugi mówił po angielsku) opowiadali mi jak wszystko powstaje, pokazywali najlepsze okazy, następne projekty i artykuły o nich w gazetach. Siedziałam tam sobie, piłam herbatę, słuchałam i oglądałam, a reszta grupy biegała w tym czasie po sklepach. Z biżuterii mieli właściwie tylko jeden dokończony zestaw, reszta czekała w domu na sesję zdjęciową. Srebrna bransoletka i obrączka – mogłyby mieć swoją gablotkę w muzeum między innymi przykładami biżuteryjnych arcydzieł, które zawsze lubiłam oglądać. Ale wczoraj trafiły do mnie. Nie miałam nawet kasy, żeby za nie zapłacić. W ogóle nie chciałam ich brać.. ale nie było wyjścia, za nic nie chcieli mnie wypuścić ze sklepu… Dostałam komplet srebrnej biżuterii, nad której wykonaniem ktoś, kogo nawet miałam przyjemność poznać, spędził trzy pełne dni. Mam zapłacić jak się znowu zobaczymy… Kiedyś…

IMG_2901.JPG

IMG_2780.JPG

 

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s