Jebel Shams, Oman, 3008m n.p.m.

Na szczyt weszliśmy około dwunastej w południe. Pierwotny plan był taki, że w drodze się rozdzielimy, bo grupa liczyła aż 16 osób, ale jednak udało nam się wejść razem. Wszyscy byli tak dumni z powodu zdobycia szczytu, że drogę powrotną zaczęliśmy bardzo powoli, z masą przystanków. Całe szczęście, że zaczęliśmy bardzo wcześnie (na szlaku o 5.45am), bo kiedy około 16 gwałtownie zmieniła się pogoda, byliśmy już na ostatnim odcinku (choć nadal oznaczało to co najmniej 2 godziny marszu).

Zaczęła się burza, oberwanie chmury, pioruny… Cała woda zamiast wsiąkać w szczeliny między skałami, zaczęła płynąć rzekami w dół góry, szliśmy po kostki w wodzie. Przez chwilę padał grad, a krople wody siekły po twarzy tak, że ciężko było podnieść głowę, żeby wypatrzeć kolejne znaki szlaku. Ale to jeszcze nic, problem pojawił się kiedy zeszliśmy do pierwszej dolinki, a tam płynęła już szeroka brązowa rzeka, wzbierająca z każdą minutą. Musieliśmy przekroczyć takich rzeczek kilka (gdzieś po kolana), aż doszliśmy do ostatniej, największej i najszerszej. Pamiętacie tą scenę z “Into the Wild”, kiedy główny bohater chciał wrócić aż doszedł do takiej ogromnej rwącej rzeki? Dokładnie tą scenę miałam przed oczami przez kilka sekund. W środku tej naszej rzeki stał samochód, który pod wpływem siły strumienia przesuwał się na naszych oczach. Więcej czasu na myślenie nie było, bo z każdą minutą wody było coraz więcej, złapaliśmy się mocno za ręce i zaczęliśmy przechodzić. Czekałam na wszystkich, ostatnia grupa miała wodę do pasa.

Piotrek w którymś momencie przed wycieczką, kiedy rezerwowałam pokoje, pytał czemu nie śpimy w namiotach… Udało nam się dotrzeć w jednym kawałku, bo byliśmy dobrze przygotowani i ludzie sobie pomagali, ale ciepły prysznic, ogrzewanie w pokoju i sucha kołdra zdecydowanie przyczyniły się do sukcesu tej wycieczki 🙂

IMG_1701
Takie tam chmurki, nikomu nawet nie chciało się zakładać kurtki, troszkę kropiło.
IMG_1212
No dobra, trochę jednak pada (na zdjęciu tego nie widać, ale leje). Kilka minut później woda była po kostki.
IMG_1215
Jedna z pierwszych rzeczek przez które musieliśmy przejść – jeszcze udało się przeskoczyć po kamieniach. W tym momencie strasznie też lało, to był ostatni raz kiedy wyciągnęłam telefon (był tak mokry, że myślałam, że już go nie włączę…)
IMG_1720
Otatnia rzeka, zdjęcie z GoPro Piotra, który przechodził jeszcze w wodzie po łydki. 

A poniżej ten sam widok – po lewej z ogromnymi wodospadami spływającymi z gór, a po prawej następnego dnia rano.

Advertisements

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s